Gdy dojeżdżali do domu, zastali osobę, która opuszczała ich posesję.
- Nosz kurdę. - Holger walnął dłonią w kierownicę.
- Czekaj, to chyba Ute. Spokojnie.
Zatrzymał samochód, a Polka z niego wysiadła.
- Ute, co jest? - zapytała.
- Spójrz na to. - podała jej niewielką karteczkę.
Zaczęła ją czytać:
"Córeczko!
Proszę Cię o jakikolwiek kontakt ze mną. Chcę się jakoś z Tobą pogodzić.
Wiem, że powinnam być wtedy z Tobą. Stchórzyłam.
Dlatego chcę Cię przeprosić.
Proszę, spotkajmy się.
Po drugiej stronie masz kontakt ze mną.
Jeszcze raz przepraszam, Mama."
Rzeczywiście, po drugiej stronie był numer telefonu i nazwa hotelu w jakim się zatrzymała.
- Misia, co jest? - spytał Holger, który znalazł się obok niej.
- Moja matka chce się ze mną spotkać. - wycedziła przez zęby.
- Może da Wam wreszcie spokój? - zasugerowała Badstuberówna.
- A co jeśli nie?
- Nie martw się, ułoży się wszystko. - próbował ją pocieszyć piłkarz.
***
Dominika długo wpatrywała się w kartkę, nie wiedziała co zrobić.
Iść, czy nie iść? Dzwonić, czy lepiej nie... ?
- Pamiętaj, że zawsze będę przy Tobie. - szepnął, zajmując miejsce obok niej.
- Wiem. - oparła głowę na jego ramieniu. - Przeraża mnie myśl, jakby to miało wyglądać... Czemu nie chce mi dać spokoju? Czemu chce tego spotkania, tak po kilku latach? - pytała sama siebie. - Miała tyle czasu i co? Nawet nie skorzystała. - stopniowo jej głos się podnosił. Holger cierpliwie tego słuchał. - Nawet nie próbowała się ze mną kontaktować przez te trzy lata! I nagle co? Przypomniała sobie, że żyję! Nawet nie mam zamiaru...
- Tak mówisz, ale mimo tego ją kochasz. To Twoja matka, ona Cię urodziła, wychowywała... A to co zrobiła... Tak, jest to błędem. Wielkim błędem. Ale każdy je popełnia. - wtrącił się w jej monolog. - Powinnaś z nią porozmawiać. Nie musicie się od razu rzucać sobie w ramiona, ale ta rozmowa może coś zdziała i wszystko wróci do normy. Wreszcie wróci do normy.
- Mówisz? Mogę spróbować... - zawahała się. - Ale obiecaj mi jedno. - kiwnął głową. - Pójdziesz tam ze mną.
- Dobrze.
***
Kolejny tydzień minął spokojnie. Iwona czekała na jakikolwiek kontakt od córki. Aż wreszcie się doczekała.
"Przyjadę do Ciebie o szesnastej. Dominika" - tak brzmiała treść SMSa jaki otrzymała.
Polka zerknęła na zegarek. Pierwsza popołudniu. Trzy godziny. Trzy godziny i się z nią zobaczy. Trzy godziny i spróbuje z nią porozmawiać. Może nawet uda się jej ją przeprosić za ten błąd...
***
Dominice wcale się nie spieszyło. Obawiała się, jak to będzie wyglądać...
Co jeśli pójdzie coś nie tak? - myślała.
Przypomniało się jej to, co działo się z nią po spotkaniu z Nikodemem. Jej zachowanie... Chodziła jak kłębek nerwów... Prawie nie wytrzymywała psychicznie...
Dla oddalenia się od złych wydarzeń, skupiła się na słuchaniu spokojnego oddechu małej Lisy. Chociaż już nie tak 'małej'. Dziewczynka dziś kończyła sześć miesięcy.
- Gotowa? - spytał cicho Holger, wchodząc do sypialni, gdzie przebywała Polka z córką.
- Mam jakiś wybór? Chcę mieć to za sobą i wreszcie wrócić do normalności. - szepnęła, biorąc małą na ręce. - Ute przyjechała?
- Lisa się nią zajmie.
Usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Chodź. - schwycił ją w pasie i wyciągnął z pomieszczenia.
Otworzyli drzwi, za którymi stali Muellerowie.
- Wybacz Thomas, ale Misia nie zrobiła jeszcze tyle bigosu, ile miało Cię zadowolić. - zaśmiał się Badstuber.
- Ale w najbliższym czasie mi zrobi, prawda? - spytał, całując Polkę w policzek.
- Tak, tak. - zapewniła.
Wpuścili gości do środka.
- No chodź do cioci. - rzekła 'duża' Lisa.
Dziewczynka się roześmiała, gdy Muellerówna brała ją na ręce.
- To my będziemy się zbierać... Jakby coś się działo, to jestem pod telefonem.
***
Nim opuścili samochód Dominika starała się zapanować nad emocjami.
- Chcę tego, a jednocześnie nie chcę się z nią widzieć. - szepnęła sama do siebie. - Cholernie trudno podjąć, co zrobić dalej.
- Zobacz, pójdziesz tam, to może już da nam spokój?
- Miejmy nadzieję.
- Nie żadne 'miejmy nadzieję' - przedrzeźnił ją - tylko ruszamy tyłek i idziemy. Pe es, idę tam z Tobą. - szepnął jej na ucho.
- Jak Ty idziesz, to i ja też idę.
Otworzyli drzwi i wysiedli z samochodu.
Weszli do środka i skierowali się w stronę windy, na trzecie piętro, do pokoju numer 28, w którym mieszkała jej matka.
- To na cztery. Trzy... Cztery - 27-latek zapukał do drzwi...
____________________________________
Tak, znów urywam w momencie XDDD
To już z górki 8)
Tak, wiem w kij krótki, wybaczcie :((
Pytania?
Dalej pogrążona w żałobie z powodu Roberta L. :'( Autorka ♥
Nanananan a ja miałam ten rozdział przedpremierowo *wcale się nie chwalę* <33
OdpowiedzUsuńWiesz co o tym myślę Misia <33
tak jak zwykle to w twoim stylu :X
OdpowiedzUsuńcudne :>
Jakie to awww <3
OdpowiedzUsuńBrak słów ;D . Hahah i ten bigos ;P
Czekam na kolejny, buziaki ;*
fajny rozdział. :3
OdpowiedzUsuńah te mądre wypowiedzi Holgera <3
OdpowiedzUsuńtylko szkoda, ze zakończone w takim momencie ;/
czekam z niecierpliwością na nexta!
Czyli Dominika zdecydowała się na spotkanie z matką. Ciekawa jestem, jak ono przebiegnie.
OdpowiedzUsuń