poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Das vierzehnte Kapitel

Gdy lekarze zadecydowali, że nie da się jej odratować - że umarła - salę przepełniło głośne zaczerpnięcie powietrza. 

Lekarze znów intensywniej pobudzali serce. 

- Udało się. - powiedział usatysfakcjonowany doktor po kilku minutach masażu serca. Dziewczyna oddychała – ciężko, z aparaturą, ale oddychała.

- Mówiłem, że się uda. - szepnął, nie odrywając z niej wzroku.
***


Cały wieczór i kolejna noc była nie przespana dla Holgera. Siedział przy niej i bacznie przyglądał i przysłuchiwał się jej, czy wszystko dobrze. 

W jego głowie nadal panował szok i hałas. 

'Powiedziała to. Powiedziała!'  ciągle to powtarzało się w jego głowie. 

- Holger... - jego uszu doszedł głos Schweinsteigera.

Wywołany wstał i wyszedł z sali. 

- Tak? 

- Co z nią? - spytał, zaniepokojony stanem zewnętrznym swojego przyjaciela.

- Już lepiej.

- Jak to?

- Było koszmarnie.... - wyszeptał. - Wczoraj miała problemy z oddychaniem... A mimo to były to najlepsze chwile mojego życia.

- Jak to? - Basti popatrzył na Holgera niczym jak na człowieka wyrwanego z psychiatryka. 

- Bo powiedziała, że mnie kocha...

- Tego Ci nie powiedziała ostatnio?

- Nie. 

- To o czym tak zawzięcie debatowaliście?

- Nie ważne już. - odparł, przypominając sobie, rozmowę, zaraz po przylocie do Monachium. 

- Pep się jakoś z Tobą kontaktował? - zapytał pomocnik.

- Prócz tego telefonu, to nic. 

- Pójdziesz do niego?

- A ona? - wskazał na Dominikę. 

- Mogę z nią zostać. I im szybciej do niego pójdziesz, to tym szybciej wrócisz. 

- Już się zbieram. Gdyby coś się z nią działo, daj mi znać. 

- Będziesz pierwszym, który się o tym dowie. 
***


Przed pójściem do Pepa, Holger wrócił do domu i spróbował się ogarnąć, w końcu dwa dni bez przerwy przebywał w szpitalu.
***


Pep starał się wydobyć możliwy kontakt z matką Polki. Nie był pewien, czy Badstuber z dziewczyną się jakoś z nią kontaktują, więc chciał spróbować 'po samemu' 

- Chciałeś ze mną mówić, więc jestem. - powiedział obrońca, pojawiając się w biurze. 

- Równiutko dwa tygodnie. Jesteś dokładny, co do ustalania terminów. - przyznał Guardiola. - Co u Dominiki?

- Widzisz. U niej dobrze. - odparł spięty. - Spieszy mi się, skończmy jak najszybciej tą rozmowę. 

- To dobrze. A właśnie o niej chciałem pomówić... Z tego co wiem, znaczy dla Ciebie wiele...

- Jakiś komentarz? - wtrącił Badstuber. 

- Wysłuchaj do końca, co Ci chcę powiedzieć.  - 24latek się nie odezwał. - Próbuję zrozumieć, to wszystko co między Tobą a nią się dzieje, ale mam pytanie... Może to zabrzmi chamsko, no ale cóż, muszę. 

- Nic nie musisz. 

- Cicho! Chamskie, ale zapytam: jej matka wie o tym? 

- Gdyby się nią interesowała, przyjeżdżała by tu. - odgryzł obrońca. - A widzisz? Nie ma jej tu. Ma tylko mnie! 

- Dobrze, nie krzycz. Porozmawiajmy, jak normalni ludzie, a nie tylko krzyki i krzyki. Ktoś w ogóle jej powiedział, że tu leży?

- Sama dała mi ją pod opiekę. Gdyby nie mogła przyjechać, to zadzwoniłaby chociaż! A nic, nie dzwoni, nie pisze... Nic! Może, gdyby się ktoś jej spytał, gdzie jest jej córka, to by odparła, że w ogóle jej nie miała? Bo tak wygląda. Jakby Dominika nie miała matki. 

- Jesteś tego pewien?

- W 100% 

- Możemy spróbować się z nią skontaktować. 

Czy Guardiola chciał współpracować z Holgerem? 

I wtedy to wypatrzył... Ten błysk w oku i emitowane zadowolenie...

Chodzi mu o to, by na wszelkie sposoby ich rozdzielić!

- Jesteś niemożliwy! - syknął obrońca, cofając się do drzwi. 

- Nic złego nie robię. 

- Prócz zamiłowania do niszczenia mi życia. 

- Ahh, to. To tylko pomoc. Zobaczysz, jeszcze się jej odwidzisz, i zobaczysz, odwróci się do Ciebie tyłkiem! Jeszcze wspomnisz sobie moje słowa! - krzyknął, za zatrzaskującymi się drzwiami. - Ona mnie popamięta....
***


Na czas nieobecności Holgera, śpiącą Dominikę 'doglądał' Bastian. 

Gdy zobaczył przepełnionego złością przyjaciela, wchodzącego na salę, od razu do niego podbiegł. 

- Co się stało? - spytał. 

- Guardiola. - wysyczał przez zaciśnięte zęby. 

- Co on? 

- Chce ściągnąć tu jej matkę. Gdyby mógł. - prychnął. - Najpierw niby troskliwie pyta się o jej stan, a potem zaczyna biadolić, że po jakimś czasie się jej odwidzę... 

- Ściągnąć... Jej matkę? Tu?! - wtrącił Bastian.

- Tak. Nigdy, w sensie, że w trakcie jej pobytu tu, nie usłyszałem, żeby się z nią kontaktowała. 

- To czemu chce ją tu sprowadzić? 

- Jeszcze nie wpadłeś na to? Chce mi ją odebrać. 

- Nie dał spokoju? 

- Najwyraźniej... 

- Może my spróbujemy się z nią, w sensie jej matką skontaktować? 

- Spróbować nigdy nie zaszkodzi. 
***


- Pamiętaj, że musi to być, ktoś kto nas zrozumie. 

- Tak wiem. 

Jedyną osobą, z którą rozmawiał po niemiecku prócz dziewczyny, była jej ciotka, Asia.

- Pamiętasz, kto mówił po niemiecku? 

- Jej ciotka, Asia miała na imię... 

- Oby miała jej numer zapisany. - po raz kolejny przeszukiwali listę kontaktów z  jej telefonu. 

- Ma, musi mieć. - czytali po raz kolejny nazwy kontaktów. - Mam, chyba. O ile dobrze zrozumiałem.

- Z polskiego nigdy nie byłeś dobry. - zażartował Schweini. - Próbujemy? - upewnił się.

- Oczywiście. - przepisali numer na telefon Holgera i poszli wykonać połączenie.



__________________________
To mamy jednak, że żyje. ( nie, to nie Weronika kiedyś mi zabroniła zabijać główne bohaterki ;_; ) 

Czy Holger i Basti uzyskają kontakt z rodziną Dominiki? :) 


//Autorka.;*

4 komentarze:

  1. świetny rozdział.!

    OdpowiedzUsuń
  2. I dobrze, że jej nie uśmierciłaś. No ciekawie czy złapią kontakt do rodziny Dominiki...jestem tego ciekawa

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny rozdział *o*
    Idę płakusiać dalej KC :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie było mnie trzy dni i tyle mnie ominęło. XD

    OdpowiedzUsuń